Dzień był przytłaczający. Jesienne słońce pokazywało, że wciąż potrafi być gorące, dzięki czemu można było chodzić nago, a wciąż się człowiek pocił. Ten żar lejący się z nieba przerywał od czasu do czasu powiew wiatru, przez którego chłód dostawało się ciarek na całym ciele.
Siedziałem na parapecie okna i spoglądałem w dół, na chłopaków jeżdżących na deskorolkach po dachu jakiegoś opuszczonego budynku. Bez koszulek, w krótkich spodenkach, śmiali się, krzyczeli, przeklinali. Od razu przypomniało mi się chowanie ze znajomymi w opuszczonym budynku hurtowni. Pociągnęło to za sobą sznur obrazów przelatujących przez moją głowę.
Jak kiedyś było wspaniale. Nie musiałem martwić się o to, czy za rok będę miał z kim żyć, czy zostanę sam i stanę się aseksualną maszyną do robienia pieniędzy. W tym momencie pomyślałem o Nathanielu i uśmiech sam wykwitł na mojej twarzy. Ten facet był marzeniem, jakimś sennym cudem, który się urzeczywistnił. Szkoda tylko, że nie pamiętałem co takiego działo się tej nocy.
Przekląłem swoje pijaństwo i słabą głowę. Któryś z nastolatków z dołu najprawdopodobniej to usłyszał, bo wszyscy nagle zadarli głowy do góry i wlepiali we mnie spojrzenia. Czułem się jak samobójca, którego plan ktoś właśnie rozgryzł i pragnie uniemożliwić mu jego wykonanie. Chcąc pozbyć się tego uczucia wstałem i stanąłem na parapecie. Z dołu usłyszałem krzyki jakiejś dziewczyny i sporą ilość przekleństw. Odwróciłem się i wszedłem do domu.
Zamykaniu okna towarzyszył rechot chłopaczków z dachu budynku. Poczułem, że moje życie jest takie ciche i spokojne. Poczułem, że mój czas płynie tak niesamowicie wolno. Zrobiłem sobie zimnego kompotu i zabrałem za czytanie książki.
Po jakichś pięciu godzinach wróciła Kons. Była rozpromieniona jak zawsze w takie dni. Wpadła do mojego pokoju i wyciągnęła mi książkę z rąk.
- Podnoś swój spróchniały gburowaty tyłek molu książkowy i zabieramy się nad jezioro - powiedziała pełnym energii głosem.
- Kons, przecież wiesz, że nienawidzę się opalać - odpowiedziałem.
Naprawdę tego nienawidziłem. Moja skóra była prawie biała, przez cały rok, starałem się dopuszczać do niej jak najmniej słońca, z resztą, często kończyło się to poparzeniami i nieprzyjemnym zrzucaniem skóry.
- Może zmienisz zdanie, jeżeli powiem ci, że to pomysł Nathaniela - odpowiedziała konspiracyjnym tonem.
Czułem jak moje źrenice rozszerzają się mimo palącej oczy jasności. Usiadłem momentalnie na łóżku.
- Jasne, że zmienię zdanie! - wykrzyknąłem.
- W takim razie zbieraj się i wychodzimy, Nath czeka pod blokiem - odpowiedziała i wyszła z mojego pokoju.
Dziesięć minut później byliśmy obydwoje pod blokiem. Nathaniel siedział w ciemnozielonym samochodzie niemożliwej do odgadnięcia marki i czekał na nas. Uśmiechnął się od razu jak nas zobaczył.
- Witaj mój książę - krzyknął przez uchylone okno.
Od razu zalałem się rumieńcem. Miałem nadzieję, że cień czapki z daszkiem trochę to maskuje.
Kons wpakowała się na przednie siedzenie, więc ja usiadłem z tyłu, ale w taki sposób, żeby obydwoje cały czas mnie widzieli.
Ruszyliśmy. Obydwoje zaczęli opowiadać, co działo się tej nocy. Dowiedziałem się, że kiedy Nathaniel mi się przedstawił to zasnąłem. W sumie, to miałem otwarte oczy, ale nie kontaktowałem. Dowiedziałem się, że po jakimś czasie takiego odurzenia wstałem i stwierdziłem, że musimy wybrać się do klubu z męskim striptizem. Jak się okazało, w owym klubie nauczałem zawodowych tancerzy jak powinno się tańczyć i sam wlazłem na scenę i tańczyłem wraz z nimi. Oczywiście podczas tego szaleństwa piłem ile tylko dałem rady. Powiedzieli mi, że piłem do momentu, w którym nagle złapałem się za brzuch i wybiegłem z klubu szpalerem utworzonym, przez tłum. Od klubu po sam dom wymiotowałem co chwila. Potem posadzili mnie w krzakach pod blokiem, żebym mógł wszystko z siebie wyrzucić, a na koniec Nathaniel wniósł mnie na górę i położył na stole, a sam zajął moje łóżko.
Śmiali się obydwoje, a ja siedziałem zawstydzony z tyłu.
- Przyznam, że tańczysz fantastycznie - powiedział w końcu Nath - jestem tylko ciekaw, czy na trzeźwo wychodzi ci to równie dobrze jak po alkoholu.
- Jasne, że idzie mi tak samo dobrze - odpowiedziałem.
- W takim razie oczekuję następnego występu - powiedział i roześmiał się razem z Kons. Też zacząłem się śmiać, chociaż wcale mnie to nie bawiło. Nie wiedziałem, czy on próbuje mnie poderwać, czy może ośmieszyć. Ten facet od samego początku był dla mnie zagadką.