Zauważyłem go na przystanku autobusowym. Miał czarne włosy do połowy uszu, w które nawtykane miał duże ilości kolczyków. Miał jasną, bardzo gładką skórę. Jego usta zdawały się być aż krwiste przy tak jasnej cerze. Nos miał niewielki, a po jego bokach dwoje przepięknych brązowych oczu.
Stał i gapił się na mnie, jakbym wykonywał coś niezwykłego, latał, albo świecił. Szczerze mówiąc, to nie byłem mu dłużny, gdyż też się na niego gapiłem. Mimo to moje spojrzenie nie było tak zdziwione jak jego.
Byłem nieco przestraszony. Zdawał się być silniejszy i bardziej wysportowany ode mnie, więc w przypadku bójki jak i ucieczki moje szanse były niewielkie, a wręcz zerowe. Cała jego postać była niezwykle pociągająca, jednak było w niej też coś, co skłaniało mnie do natychmiastowej dezercji.
Ten wzrok świdrował mnie coraz bardziej. Zdawało mi się, że czuję, jak wielką siłę ten chłopak mógłby włożyć w uderzenie mnie. Po moim ciele rozszedł się intensywny dreszcz. Zacząłem panicznie błagać w myślach, by ten cholerny autobus wreszcie się pojawił.
Zamknąłem na chwilę oczy i odchyliłem głowę do tyłu, żeby chociaż trochę się uspokoić. Gdy je otworzyłem, on już zniknął. Poczułem się, jakby ktoś zepchnął ze mnie leżącą na mnie szafę. Ludzie wokół zdawali się nie zwracać uwagi na podrostka podejrzanie gapiącego się na innych. Pewnie po prostu nie chcieli mieć nic wspólnego z jakimikolwiek konfliktami. Rozejrzałem się. Nie było go nigdzie. Zniknął.
Przyjechał wreszcie oczekiwany przeze mnie autobus. Wszedłem do środka, skasowałem bilet. Stanąłem przy oknie i złapałem się barierki. Nagle przeszedł mnie kolejny dreszcz. Znieruchomiałem. Mój oddech prawie zamarł. Byłem tak bardzo przerażony i zdziwiony.
Naprzeciwko mnie, dosłownie na wyciągnięcie ręki, stał ten sam chłopak i patrzył na mnie tym samym wzrokiem. Nie wiedziałem co mam zrobić. Zacisnąłem mocniej dłoń na poręczy. Czyżbym miał do czynienia z prześladowcą, zapytałem się w myślach. Zaraz potem zacząłem się zastanawiać skąd on się tu wziął. Przecież na przestanku go już nie było!
Patrzyłem prosto na niego. Był przystojny. Ale moje wszystkie mięśnie były gotowe do ucieczki. Przyglądając się mu z bliska stwierdziłem, że ten niezwykle zdziwiony wzrok, tak naprawdę był inny. Nie wyrażał już zdziwienia, raczej zainteresowanie. Chłopak uśmiechnął się lekko. Poczułem się jednocześnie idiotycznie i dobrze. Idiotycznie dlatego, że się go cały czas bałem, a dobrze, dlatego, że najwidoczniej był mną zainteresowany.
Poczułem, że na twarzy wykwita mi obfity rumieniec, więc opuściłem głowę. Dopiero teraz się uśmiechnąłem. Mój uśmiech był głupkowaty, jakbym był totalnym durniem cieszącym się, że dostał dobrą ocenę. Podniosłem głowę i nagle przestałem się cieszyć. Rozejrzałem się po autobusie. Siedzieli tam ludzie o szarych, pomarszczonych obliczach. Niektórzy spoglądali przez okna, inni wgapiali się w podłogę. Chłopaka, który jeszcze przed chwilą stał przede mną, nigdzie nie było. Znowu zniknął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz