Siedziałem w domu zastanawiając się, co mogło się stać i kim był ten chłopak. Moje myśli krążyły tylko wokół niego. Próbowałem zająć się czymkolwiek, ale na niczym nie mogłem się skupić. Jedzenie nie przechodziło mi przez gardło, telewizja nudziła momentalnie, przez internet też nie miałem z kim rozmawiać. W końcu włączyłem muzykę. Początkowo miałem ochotę ją wyłączyć i siedzieć dalej we wszechogarniającej ciszy, jednak po pierwszej piosence zmieniłem zdanie i wsłuchałem się w nią.
Zamknąłem oczy i przywróciłem w myślach jego obraz. Prawie natychmiast z ciemności wyłoniły się jego brązowe oczy. Patrzyły na mnie czule. Za chwilę pojawiła się reszta twarzy uśmiechającej się do mnie pogodnie. Chyba przesadziłem z wyobrażaniem go sobie, ponieważ w moich myślach pojawił się bez ubrania. Szybko przypomniałem sobie jego jeansy i dziwaczną koszulkę, które pojawiły się na nagiej postaci. Był cudowny.
Odtwarzanie wyglądu chłopaka nie zajęło mi dużo czasu, mimo to siedziałem wciąż z zamkniętymi oczami. Wpatrywałem się w nieruchomy obrazek stworzony w wyobraźni. Nagle twarz mojego wyobrażenia poczęła stroić dziwne miny, po czym wróciła do lekkiego uśmiechu.
- Jestem niezwykle podobny - wyszeptał ktoś wprost do mojego ucha.
Podskoczyłem w miejscu i natychmiast otworzyłem oczy. Nikogo nie było. Myślałem, że zaczynam wariować, że moja głowa nie wytrzymuje ciągłego uczucia samotności, przez co sama tworzy sobie niektóre rzeczy. Po chwili jednak stwierdziłem, że mogły mi się po prostu pomieszać słowa piosenki, która leciała z głośników. Zacząłem się powoli uspokajać.
Znowu zamknąłem oczy. Znowu zobaczyłem przed sobą chłopaka. Znowu był tylko nieruchomym obrazkiem. Znowu zaczął robić dziwne miny i tym razem poczułem na swoim policzku coś ciepłego. Nie było to nic materialnego, to było jakby cieplejsze powietrze. Nie otwierając oczu starałem się wychwycić coś poza muzyką. Fale ciepłego powietrza napływały co kilka chwil uderzając lekko o mój policzek. Ciepło przemieściło się w stronę mojej szyi, po czym w górę w stronę ucha i dopiero teraz usłyszałem to, że ktoś oddycha.
Wstrzymałem oddech, mimo to wciąż słyszałem, że ktoś oddycha. Serce zaczęło mi bić szybciej, a od klatki piersiowej zaczęło rozchodzić się przyjemne ciepło adrenaliny rozbiegającej się mrowieniem po moim ciele. Chciałem otworzyć oczy, ale bałem się tego. Moje ciało było sparaliżowane. Nie mogłem się ruszyć. Wykrzyczałem w duchu wiązankę przekleństw wytykając sobie bezmyślność i strach. Po wiązance zacząłem odmawiać jakąś mowę motywującą do otworzenia oczu. W końcu się przełamałem.
Otworzyłem oczy, ale patrzyłem tylko przed siebie. Kątem oka widziałem kogoś obok siebie, ten ktoś pochylał się do mojego ucha i po prostu oddychał. Nie mogłem odwrócić głowy, wciąż byłem sparaliżowany. Adrenalina grzała mnie od środka. Czułem coraz większe podniecenie i ciekawość. W końcu obróciłem głowę.
I nic. Nikogo tam nie było. A dałbym głowę, że ktoś przed sekundą tu siedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz