sobota, 19 października 2013

Imię

Siedziałem sam wciąż odczuwając silne emocje, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się i do środka weszła moja współlokatorka. Jej twarz promieniała uśmiechem, a sylwetka podrygiwała lekko podczas kroków.
- Hej - rzuciła przechodząc obok mojego pokoju.
- Siemanko - odpowiedziałem i ruszyłem za nią do kuchni - jak było na zajęciach?
Nagle jakby znieruchomiała, odwróciła się powoli.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z Łukaszem? - zapytała powoli.
- O co ci chodzi?
- Przecież ty nigdy nie pytałeś mnie o zajęcia.
- Serio? - zdziwiłem się, myślałem, że to pytanie zadaję jej zawsze.
- Czyżbyś... - patrzyła na mnie dziwnie rozbawionym wzrokiem - poznał kogoś?
- Nie - odpowiedziałem.
- W takim razie co się stało?
- Chyba mam schizofrenię - odpowiedziałem - od skończenia zajęć, aż do twojego przyjścia zdawało mi się, że widzę jakiegoś przystojniaka.
Milczała. Jej umysł prawdopodobnie próbował wymyślić racjonalne wytłumaczenie moich omamów. Najwidoczniej mu się to nie udało ponieważ dziewczyna przygryzła dolną wargę z lekkim poddenerwowaniem.
- Uwierz mi, znam cię długo i śmiem twierdzić, że choroba psychiczna w twoim wypadku byłaby czymś prawdopodobnym, ale do schizofrenika ci jeszcze daleko - powiedziała w końcu.
Skinąłem lekko głową w geście przyjęcia jej wypowiedzi do siebie i wróciłem do swojego pokoju. Odczułem dziwaczne zmęczenie. Fakt, że było już po siedemnastej, a dzisiejszy dzień spędziłem od rana w szkole, ale wcześniej nie czułem się taki zmęczony.
Wyciągnąłem się na łóżku i zamknąłem oczy. Już nie czułem tej samej obecności co wcześniej, teraz czułem się zupełnie rzeczywiście. Rzeczywistość kołysała się lekko jak kołyska dla dziecka coraz bardziej ogarniając mnie ciepłem, aż w końcu zasnąłem.


Mój sen nie trwał długo, ponieważ współlokatorka obudziła mnie twierdząc, że chrapałem. Było już po dwudziestej.
- To może wybierzemy się na jakąś imprezę - zapytała Konstancja.
- Chętnie Kons, ale muszę się najpierw ogarnąć - odpowiedziałem i żwawym krokiem ruszyłem do łazienki.
- Tylko nie za długo tam pedałku - rzuciła za mną i cmoknęła.
- Tak jest moja less - odpowiedziałem puszczając do niej oczko przez ramię.
W pół godziny później zamykałem drzwi mieszkania na klucz. Wyszliśmy sprzeczając się, gdzie dzisiaj idziemy. W końcu stojąc już na ulicy stwierdziliśmy, że najpierw idziemy się nawalić, a później na darmowy koncert odbywający się w jakiejś pizzerii.
Weszliśmy do biedronki, zgarnęliśmy po butelce amareny i coli ( bo tak taniej ) zapłaciliśmy i wyszliśmy. Chciałem jak najszybciej zapomnieć o tym, co się dzisiaj działo, więc już pod sklepem otworzyłem butelki i spożyłem po kilka łyków każdego z napoi. Czułem lekkie ciepło rozchodzące się od mojego gardła w dół brzucha spływające do żołądka. Miałem słabą głowę więc pierwsze łyki trunku odczuwałem jako fale ciepła.
Dziewczyna poszła za moim przykładem i też otworzyła obydwie butelki.
Szliśmy do pizzerii popijając od czasu do czasu, śpiewając, śmiejąc się i głośno rozmawiając. To była po prostu istna studencka sielanka. Ale nagle coś wkradło się w nią. To był ten chłopak. Zauważyłem go idącego obok nas na ulicy. Udałem, że go nie widzę i wróciłem do rozmowy z Konstancją, ale zaraz popatrzyłem znowu i już go nie było. Od razu zacząłem zastanawiać się gdzie mógł zniknąć i rozglądać się.
Po raz kolejny zobaczyłem go pod pizzerią. Minęliśmy go wchodząc rozbawieni do środka. Posłał mi szeroki i miły uśmiech, który zresztą odwzajemniłem.
W pizzerii było głośno. Szalony wokalista jakiegoś tutejszego zespołu właśnie chodził po blacie baru bez koszulki, a reszta jego zespołu szalała na scenie. Kons dołączyła do niewielkiej grupki znajomych z grupy, a ja siedziałem w lekkim oddaleniu od nich i podziwiałem wariackie występy. Chyba byłem już dość pijany, ponieważ wszystko działo się podejrzanie szybko.
Szybko. To mało powiedziane. Chłopak prześladujący mnie cały dzień właśnie stał obok mnie i podawał mi szklankę z sokiem.
- Chcesz soku - zapytał przekrzykując hałas.
- Jasne, dzięki - odpowiedziałem przyjmując szklankę.
Czarnowłosy tajemniczy chłopak przysiadł się do mnie. Czułem jak rośnie we mnie napięcie i zaczyna mi się kręcić w głowie.
- Mam na imię Nathaniel - przedstawił się - a...

Urwał mi się film. Słyszałem w uszach tylko " Nathaniel", a przed oczami w ciemności widziałem jego twarz. To było tak przerażające i tak niezwykłe. Potem poczułem wielkie zmęczenie, ale wciąż chciałem na niego patrzeć, mimo tego, że jego obraz zaczynał znikać. I tak pogrążyłem się w nicości.



Dzisiaj postanowiłem wydłużyć nieco rozdział. Za wszelkie błędy ortograficzne z góry przepraszam, ale trochę grafoman ze mnie xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz